Jest częścią twojego ciała, a wszystkie ruchy na nim są całkowicie naturalne
- kiedy tak poczujesz się na rowerze, będziesz dobrym kolarzem
- John Tomac

"Kolej na Rower" Wolsztyn i okolice

DSCN0196 wynik

Pod koniec sierpnia 2022 roku wyruszyliśmy busem do Wolsztyna skąd już rowerami mieliśmy do pokonania ponad 400km aby po kilku dniach wrócić tu ponownie.  
Pogoda nie zachęcała do jazdy jednośladami, ale nie mieliśmy wyboru. Pierwszy dzień upłynął w deszczu. Zawitaliśmy do cystersów w Obrze, pogoda nie skłaniała do spaceru więc ruszyliśmy do Sławocina skąd już do Nowej Soli podążaliśmy ścieżkami rowerowymi „kolej na rower” prowadzącymi po zlikwidowanych trasach kolejowych.   Mijaliśmy kolejne, nieczynne już stacje kolejowe. W każdym takim miejscu mogliśmy zatrzymać się na posiłek pod dachem na „stacjach rowerowych” i  zapoznać z historią tego co już stało się przeszłością. Były to miejsca azylu przed deszczem. Musieliśmy uważać bo oprócz nas na ścieżkę wyruszyły masowo ślimaki winniczki, którym deszcz nie przeszkadzał . Trasa prowadziła wśród pól i lasów urozmaicona mostkami i wiaduktami. O tej porze roku przeważały różne odcienie brązu, żółci i zieleni. Pojawiały się także wrzosy, które nieśmiało próbowały wedrzeć się w tło. Ale to nie koniec atrakcji na tej trasie. W miejscowości Stany przekroczyliśmy most kolejowy  na Odrze, pomimo chmur i deszczu mogliśmy podziwiać piękne widoki na rzekę i jej otoczenie.  Przemoczeni dotarliśmy do Nowej Soli. Miejsce noclegu wynagrodziło trudy pierwszego dnia. Było cieplutko i mogliśmy do rana wysuszyć wszystko co przemokło. 

Rankiem po dobrym śniadaniu, wysuszeni wyruszyliśmy w dobrych nastrojach zobaczyć miasto. Zatrzymaliśmy się w Parku  Krasnala, poczuliśmy się jak w świecie baśni, było wesoło. Jedziemy przez  podnoszony most nad kanałem portowym i zatrzymujemy się na nadbrzeżu przy Pomniku Powodzianina poświęconemu mieszkańcom walczącym z powodzią w 1997 roku. Stąd jeszcze do Muzeum Miejskiego i opuszczamy Nową Sól.  Kolejny dzień trasa poprowadzi nas ścieżkami rowerowymi i pomimo towarzyszących nam od wczoraj chmur deszcz tylko nas pokropi, a nawet pokaże się słońce.  Na dłuższą chwilę zatrzymujemy się w Kożuchowie przy ratuszu, przed odjazdem zaglądamy do zamku i stąd ruszamy w dalszą drogę kierując się w kierunku Żagania. Tutaj zatrzymujemy się na obiad, a później spotykamy się z niedźwiedziem Wojtkiem. Pomnik powstał dla upamiętnienia niedźwiadka który przebył szlak bojowy z armią gen. Andersa. Po drugiej stronie placu znajduje się  motocykl - pomnik postawiony z okazji obchodów 66. rocznicy Wielkiej Ucieczki jeńców wojennych z niemieckiego obozu Stalag Luft III w okolicach Żagania. Historia ta została pokazana w filmie „Wielka ucieczka”, a w mieście pozostała kopia motocykla. Udajemy się też do poaugustiańskiego zespołu klasztornego gdzie możemy przyjrzeć się jak konserwatorzy odkrywają spod warstw farby cenne polichromie. W mieście spotykamy miejsca upamiętniające pracującego tutaj słynnego astronoma Keplera. Wyjeżdżamy  trasą, która poprowadzi nas przez las. Będziemy mogli podziwiać kwitnące wrzosy pokrywające pobocze drogi. Dojeżdżamy do Żar gdzie na ławce w rynku od lat przesiaduje grający na skrzypcach kompozytor niemiecki Telemann. Siadamy obok aby nie czuł się samotnie. Chętnych do zdjęć z kompozytorem  jest więcej więc udajemy się do znajdującego się w pobliżu zamku rycerskiego obok którego znajduje się barokowy pałac. Możemy go obejrzeć tylko z zewnątrz bo to własność prywatna. Dzisiaj nocujemy w Buczynach na terenie skansenu łużyckiego. Docieramy późnym popołudniem, oglądamy zabytkowe chaty, karczmę i zgromadzone tutaj eksponaty. Tutaj zostajemy dwie noce. Jutro wyruszymy do Bad Muskau po stronie niemieckiej i wrócimy przez Łęknicę. Poranek wita nas deszczem, jednak wyruszamy w drogę. Trasa prowadzi przez pola, w oddali stada danieli hodowlanych, wjeżdżamy w las, deszcz ustaje, ale chmury będą nam towarzyszyły i czasami pokropi. Las z czasem przechodzi w park. Docieramy w pobliże Nysy Łużyckiej, która stanowi granicę z Niemcami. W oddali widoczny już po drugiej stronie granicy zamek. Przejeżdżamy przez most, zatrzymujemy się przed zamkiem, robimy zdjęcia, krótka przejażdżka alejkami parkowymi i jedziemy do miasteczka. Tutaj pozwalamy sobie na trochę słodkości i kawę za euro. Wracamy przez graniczny most na stronę polską do Łęknicy by zwiedzić park, którego powierzchnia to ponad 700 hektarów.  Docieramy do kamienia Picklera założyciela parku. Mijamy kolejne mosty na terenie parku i udajemy się na Łuk Mużakowa aby podziwiać kolorowe jeziora powstałe na terenie nieczynnej kopalni węgla brunatnego. Z powodu zachmurzenia nie zobaczymy ich w pełnej krasie, ale było warto. Mijamy kolejne jeziora i docieramy do wieży widokowej z której  rozciąga się fascynujący widok na największe z jezior zwane Afryką. Nazwa wiąże się z kształtem jeziora przypominającym kontynent Afryki. Opuszczamy wieżę i jedziemy wzdłuż jeziora, zatrzymujemy się często w miejscach gdzie są platformy widokowe. Niebo zaczyna się przejaśniać i jezioro mieni się pięknymi kolorami miedzi, złota.  Opuszczamy Łęknicę i ścieżką rowerową wracamy na nocleg.   Kolejny dzień zaprowadzi nas na nocleg do Gorzupi Dolnej, gospodarstwo agroturystyczne z kozami w tle. Ale najpierw drogą przez las z łanami wrzosów zawitamy do wioski Brody. Obejrzymy panoramę terenu z pięknej i wysokiej wieży Lasów Państwowych, a następnie zawitamy do pałacu Brihla. Opuszczamy zespół pałacowy i ruszamy dalej. Zatrzymamy się na obiad w Nowogrodzie Bobrzańskim i stąd już blisko do celu.  Chętni skosztowali świeżo topionych kozich serów, odświeżyliśmy rowery, które przez deszcz nazbierały piasku. Jutro docelowo Zielona Góra. Po drodze zatrzymujemy się przy elektrowni wodnej , a kilka kilometrów dalej wjeżdżamy na drewniany most na rzece Bóbr przez który przejeżdżał słynny czołg „Rudy” z filmu Czterej pancerni i pies. Dzisiaj zaczyna pojawiać się słońce i tak docieramy do Ochli, gdzie zatrzymujemy się w skansenie. Stąd już ścieżką przy lesie do centrum Zielonej Góry, choć po drodze jeszcze kłopoty ze szprychami ma Adam i Józef, ale wizyta w serwisach załatwia problem i jesteśmy na miejscu. Jeszcze wyjście na miasto, zwiedzamy centrum i palmiarnię. Wracamy na nocleg, jutro powrót do Wolsztyna i busem do Kalisza.   Przed wyjazdem wracamy jeszcze do centrum, spotykamy na ulicach małe bachusiki . Adam ściga je z aparatem bo pojawiają się znienacka, a jest ich sporo. Opuszczamy miasto, jeszcze jest chłodno i mamy z górki. Przejeżdżamy przez most na Odrze w Cigacicach, a dalej już do Sulechowa. Zatrzymujemy się opodal zabytkowego ratusza z XVI wieku. Do zobaczenia jeszcze gotycki kościół, zamek i brama miejska. W drodze do Babimostu zatrzymujemy się przy drewnianym kościele w Klępsku. Kościół skrywa wewnątrz przepiękne polichromie, poznajemy bogatą historię tego obiektu i ludzi związanych z tym miejscem. Zatrzymujemy się na krótko w Babimoście i już prosto do Wolsztyna. Nasz bus czeka na nas parkingu. Załadunek rowerów i ruszamy do domu.
Tekst: Jolanta:Glapińska

Zdjęcia: Adam Wojcieszak

UWAGA! Ten serwis używa cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem