Rower: udzielasz się towarzysko, wypoczywasz i nabierasz tężyzny fizycznej - i wszystko to jednocześnie

XVII Rajd Kubowy" Dookoła Tatr"

DSCN2616 wynik

W ostatnich dniach maja wyruszyliśmy do Nowego Targu skąd mamy rozpocząć rajd trasą wokół Tatr. Każdy z nas chodził po górach, ale teraz postanowiliśmy przyjrzeć im się z perspektywy ścieżek rowerowych. Nasza przygoda miała trwać od 28 maja do 4 czerwca. W drodze do miejsca startu odwiedziliśmy Skansen Taboru Kolejowego w Chabówce. Wrażenie zrobiła na nas ilość zgromadzonych pojazdów, ich metryki oraz ich ciężar. Po dotarciu na miejsce i po rozlokowaniu mamy czas aby zobaczyć miasto, na rynku można posiedzieć na ławeczce w towarzystwie młodej góralki i raczyć się lodami.                                                                                                                                                                     W niedzielny poranek opuszczamy Nowy Targ, rozpoczynamy podróż, którą zakończymy też w Nowym Targu ale przed nami do pokonania ponad trzysta kilometrów i sporo podjazdów, 12% też będzie. Kierujemy się do Ludźmierza. Tutaj zatrzymujemy się przy Sanktuarium Matki Bożej Gaździny Podhala. Po krótkim odpoczynku ruszamy w dalszą drogę, pogoda dopisuje, jest słonecznie, idealna widoczność, możemy podziwiać piękno i majestat gór. Słońce będzie nam towarzyszyło każdego dnia więc góry mogliśmy podziwiać cały czas. W jakimś stopniu piękne panoramy rekompensowały wysiłek i zmęczenie. Przemieszczamy się więc widoki zmieniają się jak w kalejdoskopie. Podziwiamy góry i całą przyrodę, ścieżki prowadziły nas wśród ukwieconych łąk i pól, mijaliśmy pasące się owce, to widok dość rzadki więc zatrzymujemy się aby zrobić zdjęcia, polubiły nas psy pasterskie i chętnie pozowały do zdjęć. Na naszej trasie odwiedzamy Chochołów, wioska niemal w całości składa się z drewnianych góralskich chałup, zaglądamy do muzeum i kościoła św. Jacka. Ruszamy dalej, nie wszędzie jest ścieżka, poruszamy się też drogami z ruchem samochodowym. Przekraczamy granicę polsko-słowacką i docieramy do Orawskiego Podzamcza. Z miejsca naszego noclegu mamy widok na przepiękny zamek wybudowany na skale. Jutro zanim ruszymy w trasę zajrzymy do środka. Z racji zbliżającego się Dnia Dziecka w zamku zorganizowano wiele atrakcji dla dzieci więc i my skorzystaliśmy. Opuszczamy zamkowe komnaty aby wrócić do rzeczywistości, rowery czekają, żegnamy się z gospodarzami, zostaliśmy przyjęci bardzo serdecznie więc ciężko wyjeżdżać. Przed nami dość męczący etap bo jedziemy drogą z ruchem samochodowym. Zatrzymujemy się w Lesztynach, tutaj znajduje się drewniany kościół ewangelicki z 1688 roku wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dalej jedziemy wzdłuż jeziora Liptovska, jest to sztuczny zbiornik powstały w wyniku budowy zapory na rzece Wag wzdłuż której też będziemy podążać.  Dzisiaj nocujemy w Liptovskim Mikułaszu, na rynku ciekawa, nowoczesna fontanna, urokliwe kamieniczki i piękny kościół św. Mikołaja  z XIII wieku. Jutro wyruszamy do Popradu. Jedziemy wzdłuż rzeki Wag, otoczeni lasami, mijamy zbiornik wodny przy elektrowni na rzece , opuszczamy dolinę Czarnego Wagu aby podziwiać rozległe pola zbóż, pachnącego rzepaku i oczywiście góry, które cały czas nam towarzyszą. Jedziemy przy rzece Młynówka atrakcyjną ścieżką, która doprowadzi nas do centrum Popradu. Podziwiamy odrestaurowany rynek i kościół św. Idziego, tutaj mamy nocleg w uroczym pensjonacie. Opuszczamy Poprad, w oddali towarzyszą nam góry, a wokół ciągnące się po horyzont pola, zieleń o tej porze roku jest świeża i soczysta, do tego błękitne niebo upstrzone białymi chmurkami i sięgające nieba Tatry. W takim otoczeniu docieramy do bogatego w zabytki miasteczka Kieżmark. Możemy podziwiać drewniany kościół partykularny, kościół neobizantyjski oraz stare kamieniczki i piękny ratusz. Zawitaliśmy także do zamku obronnego w którym obecnie mieści się muzeum. Po dłuższym pobycie opuszczamy to urocze miasteczko, jedziemy wzdłuż rzeki Poprad i kolejna atrakcja, musimy przeprawić się przez wiszący most. To nie koniec niespodzianek, przed nami piękny ogród w stylu angielskim, który skrywa w swoim zaciszu ścieżkę rowerową. Dalej wśród pól docieramy do Białej Spiskiej skąd już przemieszczamy się słowacką cyklotrasą ( podoba nam się ta nazwa). Wokół rozciągają się pola pachnącego rzepaku, postanawiamy uwiecznić te widoki, zapachu niestety nie da się zabrać i utrwalić. Na tle Tatr i żółtego rzepaku prezentujemy się dość ciekawie. Zatrzymujemy się na krótko w Tatrzańskiej Kotlinie i stąd niestety kontynuujemy jazdę drogą szutrową i na dodatek mamy dość strome podjazdy, ale dajemy radę bo widoki bardziej nas zajmują niż zmęczenie. Docieramy do Zdziaru i bolesne zaskoczenie, do miejsca noclegu stromy podjazd. Musimy uzupełnić stracone kalorie, udajemy się pieszo kładką przez rzeczkę do położonej przy trasie rowerowej chaty „Baba Jaga”. Było warto jedzenie pyszne i ciekawy wystrój lokalu a na dodatek dowiadujemy się, że dziadek właścicielki był najlepszym skoczkiem słowackim przed II wojną światową, mogliśmy obejrzeć jego zdjęcia i puchary, stanowiące część wystroju. Powietrze na tej wysokości krystaliczne i wyborna woda z kranu i cisza. W takim miejscu chciałoby się zostać, ale musimy ruszać dalej, dziś wjeżdżamy na wysokość 1125 n.p.m. Jest ciężko ale za to zjazd to piękne szaleństwo, prędkość i serpentyny, łąki i las. To trzeba przeżyć. Szczęśliwi, że teraz już tylko w dół i niestety, okazuje się, że zgubiliśmy się trochę, do pokonania stromy długi podjazd, ale już nie wracamy i inną trasą docieramy do Niedzicy.  Podziwiamy teraz Pieniny, zamek i Zalew Czorsztyński wzdłuż którego pojedziemy do Nowego Targu. Wjeżdżamy na trasę Velo Dunajec. Widoki zachwycają ale trasa jak to w górach, są nie tylko zjazdy, musimy się też wspinać, w oddali widać ruiny zamku w Czorsztynie. Zatrzymujemy się w Dębnie Podhalańskim gdzie znajduje się drewniany kościół gotycki, z bogatym wyposażeniem i piękną polichromią. Stąd do Nowego Targu  ścieżka rowerowa prowadzi nas wśród łąk, przez wioski i w pobliżu Dunajca. Dzisiaj zakończyliśmy rowerowe szaleństwo. Ostatni dzień pobytu to wspinaczka na Turbacz, choć są tacy, którzy mają niedosyt i jadą rowerami do Zakopanego. W drodze na szczyt możemy jeszcze kolejny raz popatrzeć na Tatry. Docieramy do schroniska, chowamy się przed słońcem, chwila oddechu i idziemy na szczyt. Podziwiamy widoki i wracamy inną trasą do Nowego Targu. Po drodze spotykamy górali pędzących owce na wypas, kilka zdjęć i idziemy dalej. Jutro wracamy do Kalisza. Poranek powitał nas deszczem, ale nie martwi nas to bo rowery na dachu, a my w busie. Oddalamy się od gór, deszcz też zostaje za nami. Docieramy do Kalisza już w słońcu. Niestety to już koniec wspaniałej przygody, pozostały zdjęcia i będzie co wspominać.

Tekst:Jolanta Glapińska

Dzień 1

Dzień 2

Dzień 3

Dzień 4

Dzień 5

Dzień 6

Dzień 7

Dzień 8

Zdjęcia: Adzam Wojcieszak

Zdjęcia: Marek Glapiński

UWAGA! Ten serwis używa cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem