Zwykły rower jest pojazdem napędzanym siłą mięśni
Rower jadący pod górę jest pojazdem napędzanym siłą woli

Bory Tucholskie

DSC 7413 wynikW dniach 18-20 maja 2018 odbyliśmy rajd rowerowy po Borach Tucholskich.  Cała ekipa jadących rowerzystów liczyła 18 osób. Dystans całego przejazdu wyniósł ok. 225 km. Średnio staraliśmy się pokonywać od 70-80km dziennie, aby zaliczyć jak najwięcej ciekawych miejsc a zarazem znaleźć też chwile na oddech. Dwukrotnie spaliśmy w tym samym miejscu agroturystycznym „Pokoje u Dagmary” w miejscowości Mermet woj. pomorskie (30 km poniżej Starogardu Gdańskiego). Miejscowość ta okazała się być nieco trudno dostępna z uwagi na: dojazd leśnymi duktami, brakiem zasięgu telefonii komórkowej, aczkolwiek cała przyroda  panująca na Kociewiu pozytywnie wpłynęła na samych członków rajdu. Warto dodać iż w tych obszarach Polski panuje znikomy ruch samochodowy. Jest tu o połowę mniej dróg asfaltowych z uwagi na olbrzymie ilości hektarów lasów i nieraz trzeba się nastawić na szuter, czy dukty o czym przekonaliśmy się już na miejscu. Z góry wygląda to nieco inaczej, lecz postępując wg. planu staraliśmy się podchodzić do niego elastycznie i wybierać najlepsze rozwiązania dojazdowe z możliwych. Niekiedy musieliśmy schodzić z rowerów i je prowadzić, lecz wszyscy daliśmy radę. W końcu była to „Kaszubska Marszruta” Pogoda również dopisała i przez całą podróż przyświecało nam słonko.

Pierwszego dnia (18.05) Po przyjeździe zestawem busowym i desancie rowerowym w Brusach Jaglich rozpoczęliśmy od zaliczenia muzeum „Chaty Kaszubskiej” w którym mieliśmy przewodników p Danusię i p.Stanisława oraz zwiedziliśmy skansen kaszubskiego „Leonarda da Vinci” [ kulturaludowa.pl/aktualnosci/skansen-jozefa-chelmowskiego-potrzebuje-pomocy/ ] Była tu okazja zobaczyć na żywo stare gospodarcze przedmioty jak i też kaszubskie instrumenty muzyczne, czy wykonane z drewna wyrzeźbione przydrożne budki, kapliczki i ule. We wsi Wiele tuż nad  jeziorem czekała na nas Kalwaria Wielewska, na którą składa się 14 kaplic i 23 obiekty pasyjne [ cit.karsin.pl/kalwaria.php ]
W  miejscowości Odry, w leśnym rezerwacie pani Zofia, tutejsza kustosz przytoczyła nam opowieści o kamiennych kręgach, które później obeszliśmy dookoła wyznaczonym szlakiem pieszym. [ czersk.pl/kregi-kamienne-w-odrach/ ] Widzieliśmy też kopce, małe oczko polodowcowe oraz elipsę – wg radiestetów magiczne miejsce strefy pozytywnej energii, w której też spędziliśmy chwilę czasu. 2 km dalej przystanęliśmy też przy Zakładzie Hodowli Pstrąga w Wojtalu. [ superserwery.com.pl/mylof_cms/web/app.php/public/4 ] Kierownik obiektu, Stanisław Trzyński opowiedział rowerzystom zasady funkcjonowania tego ośrodka a także mieliśmy  możliwość zakupu wędzonych ryb.
Złe Mięso – nazwa tej miejscowości sprawiła nam wiele uśmiechu i wykonaliśmy przy tablicy pamiątkowe zdjęcie grupowe. Jest to najbardziej charakterystyczna nazwa miejscowości w Polsce. Coś dla kolekcjonerów, czym będzie można się później pochwalić. [ czersk.pl/zle-mieso/ ] Był to dopiero pierwszy dzień atrakcji a tych było znacznie więcej.

                Drugiego dnia (19.05) w Śliwicach przystanęliśmy by obejrzeć unikalną grotę z 1908 roku upamiętniającą objawienie Matki Bożej w Lourdes. Wieś znajduje się w samym sercu Borów Tucholskich. [ www.archiwum.tygodnik.pl/index.php?o=art&n=2974 ]
W trzebcińskim lesie nad rzeczką Golionką odszukaliśmy stary wąwóz „Goły Jon”. Nazwa pochodzi od byłego tubylca, który zafascynowany pięknem tej okolicy biegał tak jak go Pan Bóg stworzył.
Wygoda – tu mieliśmy możliwość obserwacji z wieży widokowej terenów przez które przeszło tornado 14.07.2012 roku. Zostało wtedy dotkniętych 5 leśnictw a zniszczeniu uległo  468 ha .
Nad jeziorem „Żur” w Tleniu, w otoczeniu lasów mieści się pensjonat „Przystanek Tleń”
 [ www.przystanektlen.pl/ ] w którym to mieliśmy zarezerwowane stoliki do obiadu. Jest tu również możliwość, degustacji lokalnego browaru, jak i wypożyczenie łódki.
Dalej jadąc asfaltem i skręcając się na kamienistą drogę dotarliśmy do wsi Kasparus od której mieliśmy zacząć owy dzień, lecz dla dobra sprawy zostawiliśmy ją na sam koniec. W wiosce tej zrobiliśmy wieczorne zakupy, podziwialiśmy tutejszą drewnianą zabudowę jak i znajdujący się tu również drewniano-murowany kościół.
[ http://kociewiacy.pl/main/index.php?option=com_content&task=view&id=113... ]
Na sam koniec przypadkowo wylądowaliśmy na łące, gdzie towarzystwo niedowierzało że przejazd może prowadzić przez tak piękne miejsce. Tutaj odbyła się sesja zdjęciowa w kwiatach a co niektórzy, chcieli wyjechać jak najszybciej na właściwą „drogę”.  No cóż i jak tu każdemu dogodzić? Dzień ten zakończyliśmy przy kiełbaskach w rękach, użyciem drona przez Krzysia, integracją przy ognisku oraz kąpielą w Ruskiej Bani (jakuzzi)
             Trzeciego dnia (20.05) w niedzielę musieliśmy się już pakować z większymi torbami do busa, lecz do godz. 17:00 zdążyliśmy jeszcze objechać sporo terenu.  W miejscowości Krąg – zobaczyliśmy zabudowę borowiacką a w Fojutowie – zabytkowy akwedukt hydrotechniczny. Obiekt ten wzorowany był na rzymskich budowlach, który krzyżuje dwa cieki wodne płynące nad sobą przy różnicy poziomów 9 m. Dołem akweduktu płynie Czerska Struga, a górą Wielki Kanał Brdy.  Kto chciał mógł kupić sobie herbatę i kawę a nawet wytwarzany miód leczniczy, czy pamiątki. W Fojutowie znajdują się także dwa punkty obserwacyjne; z czego jeden na oddalony wiatrak a drugi na akwedukt. Jest tu raj dla miłośników kajakarstwa i również jest możliwość wypożyczenia rowerków wodnych. Dalej nieco dziewiczym terenem lecz po szlaku przejechaliśmy wzdłuż kanału w kierunku Rytla..
    Z siodełka roweru widzieliśmy ogrom zniszczeń które wyrządziło tornado w 2017 r. Po 9 miesiącach od tego wydarzenia krajobraz nadal wygląda  tra-gi-cznie, tego nie da się opisać- to trzeba widzieć.
Niestety odpuściliśmy jedną atrakcję – zaporę Mylof, gdyż nie wystarczyłoby nam na nią czasu.  Czekała na nas za to jeszcze jedna – wyłuszczarnia szyszek we wsi Klosnowo.
[ https://www.naszeszlaki.pl/archives/1280 ] Mimo niedzieli, pani Ewelina Ropińska poświęciła cyklistom czas na ponad godzinne oprowadzanie po zakładzie, podczas którego pakowane już były rowery na przyczepę przeze mnie i kierowcę Michała. Odjazd z małym opóźnieniem i przygodą na stacji benzynowej w Ślesinie na trasie, ale to już tylko my wiemy o co chodziło.  Do Kalisza dotarliśmy po godz. 22:00, gdzie dalej już każdy pojechał w swoją stronę.

Tekst: Jarosław Karpisiewicz

Zdjęcia: Jarosław Karpisiewicz

Zdjęcia: Krzysztof Galant

UWAGA! Ten serwis używa cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem