Kolarstwo to jedna z najtrudniejszych dyscyplin sportu
Nawet najgorszy kolarz jest wciąż wybitnym sportowcem
- Marco Pantani

Dolina Baryczy "Rowerem i w kajaku"

                                 Zatrzymujemy się w mieście aby dokonać drobnych zakupów, coś przekąsić. W pobliżu oglądamy szachulcowy kościół cmentarny św. Krzyża z dzwonnicą z XVIII wieku. Przed nami ostatni etap do celu, zatrzymujemy się na nocleg w agroturystyce w miejscowości Sowy w pobliżu zalewu. Wieczorem wspólna kolacja z muzyką i tańcami. Stąd następnego dnia po śniadaniu wyruszamy na spływ. Krótka jazda busem na miejsce startu i wszyscy wystrojeni w kapoki lądujemy w kajakach na wodzie. Pogoda i tym razem dopisała, nie brakuje słońca i wody tej pod kajakami. Płyniemy po dwie osoby, krótko od startu mała śluza, musimy wyjść na brzeg i przeciągnąć kajaki, teraz już bez większych niespodzianek prosto do mety, małe przeszkody po wcześniejszej wichurze, sporo powalonych drzew, które musimy ominąć lub przepłynąć pod nimi. Dzięki temu czas płynie szybciej, doganiamy stado dzikich kaczek, które chcą nam towarzyszyć, podziwiamy roślinność, przepływamy pod mostkami, dla wysokich to wyzwanie, muszą kłaść się aby przepłynąć. Po kilku kilometrach wszyscy bezpiecznie i w dobrych nastrojach dobijamy do brzegu. Możemy zobaczyć ławice młodych okoni. Stąd wracamy do bazy, do wieczora mamy sporo wolnego czasu, niektórzy mają niedosyt i ruszają rowerami do Żmigrodu na wieżę zamkową i nie tylko, inni wybierają spacer nad zalewem lub wyjazd do Jutrosina. Wieczorem wszyscy spotykamy się w ogrodzie przy grillu, będzie prezentacja zdjęć i filmików ze spływu. W poniedziałek z rana wyruszamy w drogę powrotną, wybieramy inną trasę, przez Milicz. Tutaj zatrzymujemy się przy olbrzymim akwarium w pobliżu dawnej kolejki wąskotorowej z zabytkowym parowozem. Po sesji zdjęciowej udajemy się na rynek, tutaj czas na posiłek. W dalszą drogę wyruszamy ścieżką rowerową, która prowadzi w otoczeniu milickich stawów. Dzisiaj cały czas towarzyszy nam intensywne słońce, docieramy do Sulmierzyc, zatrzymujemy się w pobliżu jedynego w Polsce drewnianego ratusza. Po obiedzie jedziemy zobaczyć wiatrak koźlak, które znajduje się w pobliżu miasteczka i drogą przez las i pola docieramy do Ostrowa. Tutaj rozstajemy się z Robertem, który odprowadza nas do rogatek miasta i przez Lewków wracamy do Kalisza. W pobliżu kościoła w Dobrzecu rozwiązanie rajdu i powrót do domu. Zawsze żal się rozstawać, ale taka już kolej losu. Planujemy powtórkę w przyszłym roku. Spodobało nam się połączenie rowerów z kajakami. Do zobaczenia za rok, może prędzej na rowerze i w kajaku.    

Tekst: Jolanta Glapińska

Zdjęcia: Danuta Mańka, Izabela Szymczak, Adam Wojcieszak

Zdjęcia: Danuta Mańka

Ze świata rowerzystów

W obiektywie

logopttkbok

wedruj z namim

Cyklista mobilnie

www.cyklista.kalisz.pl

UWAGA! Ten serwis używa cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem